Czasem, gdy patrzę na ludzi siadających naprzeciwko mnie z którymi mam kontakt w relacjach po za pracą, mam wrażenie, że wszyscy oddychamy zbyt płytko, jakbyśmy bali się zaczerpnąć powietrza pełną piersią, żeby przypadkiem nie dotknąć własnego życia.
Narodowy Test Zdrowia Psychicznego mówi wprost:
58% Polaków żyje w stresie na co dzień. W grupie 18–24 lata — 70%.
To nie jest statystyka. To krzyk.
Młodzi dorośli ludzie, którzy dopiero powinni startować zaczynają dorosłość już zmęczeni. Zanim zdążyli wejść w życie, mają ochotę z niego uciec. Słyszę to coraz częściej. I nie, to nie jest „słabość pokolenia”. To symptomy społeczeństwa, które przestało być bezpiecznym miejscem do dorastania.
Kiedy mówimy o kryzysie zdrowia psychicznego, mówimy tak naprawdę o kryzysie, który zaczyna się dużo wcześniej:
w domach, gdzie brakuje czasu i bliskości, są pieniądze ale one nie zastąpią tego co najważniejsze MIŁOŚCI, w szkołach, w których liczy się wynik, nie człowiek;
w społeczeństwie, które gratuluje wytrzymałości, ale nie wrażliwości.
To nie młodzi są w kryzysie — to my wszyscy.
Oni tylko pokazują to najbardziej wyraźnie, bo mają jeszcze odwagę mówić, że coś boli. Pytam często:
“Kiedy ostatni raz zatrzymałaś się i sprawdziłaś, jak naprawdę się czujesz?”
„Kiedy ostatni raz się przytulałaś?”
I zazwyczaj pada cisza. Bo nikt nas tego nie nauczył. Nauczyliśmy się za to przetrwać.
Czekać do weekendu. Do urlopu. Do „kiedyś będzie lepiej”.
Ale życie nie dzieje się „kiedyś”. Ono dzieje się teraz tu, w twoim ciele, które napina się codziennie, bo próbuje udźwignąć coś, czego nie da się nie czuć.
Stres codzienny nie jest normą. To jest sygnał alarmowy.
I jeśli 70% najmłodszych mówi, że żyje w stresie to nasze społeczeństwo już dawno przestało działać poprawnie. Nie chcę nikogo przestraszyć. Chcę potrząsnąć.
Bo dopóki udajemy, że wszystko jest w porządku, nic się nie zmieni.
A prawda jest taka:
nie potrzebujemy twardszych ludzi potrzebujemy bezpieczniejszych warunków do życia.
I potrzebujemy odwagi, żeby powiedzieć głośno:
“To, jak żyjemy, przekracza nasze granice.”
Gdy człowiek w końcu zatrzyma się i zobaczy, jak bardzo jest zmęczony, dopiero wtedy może zacząć naprawdę żyć. Może zatrzymam dziś ciebie. Choć na chwilę.
Żebyś zadał sobie pytanie, którego boimy się najczęściej:
Ile jeszcze tak wytrzymasz?